loader image

5. rocznica śmierci Alefa

Alef

23 listopada 2015 umarł Alef, który był nie tyle kotem-symbolem, co kwintesencją sensu istnienia Kociego Hospicjum. Z tej okazji przypominamy tekst Agn, który pojawił się na naszym Facebooku niecały tydzień przed śmiercią Alefa.

[tekst ukazał się oryginalnie 17 listopada 2015 na Hospicyjnym profilu FB]

Kiedy do grona naszych sympatyków dołączają nowe osoby, często proszą w prywatnych wiadomościach o informacje na temat poszczególnych podopiecznych naszej Fundacji.

Gdybym miała układać ranking „kotów hospicyjnych, które zachwycają i intrygują”, w ścisłej czołówce na pewno byłby Alef.

Spełniając zatem oczekiwania – było to tak…

Właściwie, historia jakich wiele, zwykła opowieść o kocie bezdomnym.

Wzmianka pojawiła się na pewnym forum internetowym, pod koniec 2011 roku.

Na jednej z wrocławskich posesji pojawił się znikąd kot. Zamieszkał w letniej ogrodowej budzie psiego pupila, który zimą przenosił się do domu i nie korzystał z niej. Kot – niemłody, prawie cały biały, z charakterystycznymi mocno poranionymi, rozdrapanymi małżowinami usznymi. W miejscu, gdzie się ulokował, mógł liczyć conajwyżej na nieużywaną psią budę i „coś” w misce. Osoba, która go „odkryła”, doskonale wiedziała, że to jednak za mało i że kot wymaga pilnie opieki medycznej.

I tak 2 stycznia 2012 roku Marta z Wrocławia przywiozła Alefa do nas.

Po wstępnych oględzinach u weta, było już wiadomo, że kot jest mocno starszy – ostrożnie oszacowano wtedy jego wiek na ok. 16 lat, a może i więcej. Małżowiny uszne okazały się zajęte nowotworem skóry – nie poddawały się leczeniu i stąd zapadła decyzja o całkowitej ich amputacji.
Potem trzeba było jeszcze usunąć resztki zębów, by usunąć źródło infekcji w jamie ustnej, oraz dokonać wycięcia wznowy nowotworu pod lewym okiem.

Kot Alef
Alef / Kocie Hospicjum

Alef to osobowość. Kot o naturalnym talencie do wzruszania każdego, kto miał z nim kontakt.

Początkowo funkcjonował u mnie na prostych odcinkach: posłanko – kuweta – miska – posłanko. Z racji silnej przeczulicy skóry nie lubił głaskania w okolicach głowy. Był oswojony, gdy przyjechał, ale kontakt z człowiekiem uważał za zbędny lub może nieistniejący. Z czasem, to się zmieniło. Bardzo.

Po mniej więcej roku, Alef nabrał ochoty na nawiązanie bliższej relacji z człowiekiem. Zawsze przebywał blisko mnie, ale w pewnym momencie postanowił, że moje kolana to całkiem dobra miejscówka, a że starałam się nie dotykać jego nadwrażliwej skóry głowy, uznał, że mogę go głaskać po grzbiecie i że jest to bardzo fajne.

Teraz, po Alefie widać wiek, jaki osiągnął. Bardzo dużo śpi. Ma swoje tetryckie nawyki i zwyczaje. Śniadanie w łazience, wieczorne zagadywanie przed wdrapaniem się na moje kolana, by potem ułożyć się na moim ramieniu, skutecznie ograniczając mi prace na kompie (jak teraz). Przychodzenie do gości i udawanie, że nie ma siły wleźć im na kolana, byle tylko z czułością go podnieśli i głaskali. Spanie na mojej poduszce.

Wiem, że nasz Czas Ukradziony kurczy się niemiłosiernie.

I gdy o tym myślę, czuję ogromną wdzięczność do tego starego kota – że los nas zetknął, że dane mi było dzielić z nim przestrzeń i kawałek czasu.

Że mogłam mu dać trzy lata spokoju i bezpieczeństwa.

Że mogłam dostać od niego tę ulotną i prostą wzajemność.

Alef
Alef / Kocie Hospicjum