loader image

Wracam do swojej niszy

Trzy koty wyglądają przez okno w nocy.

Wiara w siłę edukacji i racjonalnej dyskusji poszła mi się paść już zupełnie. Perspektywa zwierzęcia jest dużo ważniejsza, niż histeryczna ludzka egzaltacja, a wolność osobista kończy się tam, gdzie zaczyna się cierpienie i krzywda innej istoty.

Poprzedni wpis napisałam przede wszystkim dla moich znajomych i dla osób regularnie odwiedzających profil Kociego Hospicjum. Te osoby doskonale wiedzą, że nie jest to mój pierwszy post dotyczący wildlife trade i jego pojawienie się nie było powodowane chęcią załapania się na falę medialności. Jestem zaskoczona jego zasięgiem i jego odbiorem. Bardzo ucieszyły mnie komentarze, które świadczyły nie tylko o tym, że czytelnik się ze mną zgadza, ale też te, w których odbiorca pisał: ‚nie wiedziałam/em, że tak to wygląda – zmieniam zdanie’.

Post napisałam do osób, które w pierwszym odruchu kierowały się emocjami, ale którym wystarczyło uświadomić, że oswojenie nie jest udomowieniem i jakie ta różnica niesie w sobie konsekwencje dla tego konkretnego zwierzęcia. Pisałam go przede wszystkim do tych, dla których

perspektywa zwierzęcia jest dużo ważniejsza,

niż histeryczna ludzka egzaltacja. Dla tych wreszcie, do których trafiają rzetelne argumenty oparte o szybko rozwijającą się ostatnimi czasy wiedzę dotyczącą psychologii zwierząt.

Cała reszta nie za bardzo mnie interesuje. Niestety. Nie chodzi o to, że chcę pod swoimi postami czytać tylko komentarze, które są aprobatywne do zawartych w nich tez. Chodzi o to, że dopóki nie podzielamy, choć podstawowych założeń dotyczących omawianego problemu, możemy jedynie przerzucać się z jednej strony argumentami, a z drugiej – emocjami. Jeśli będziemy dowolnie definiować, co jest udomowieniem, albo też używać wymiennie pewnych pojęć, które oznaczają zupełnie różne rzeczy, to się nie dogadamy. Kiedy odmawiamy zwierzętom prawa do ich własnych emocji i zachowań, a rozumieć w nich jesteśmy w stanie tylko to, co ubierzemy w ludzki wymiar – to do niczego nas nie doprowadzi.

Po tysiąc trzechsetnym komentarzu przestałam monitorować dyskusję. Zwyczajnie się nie dało mając sporo do zrobienia w domu, przy kotach, które nie budzą takiej ekscytacji, jak biegająca po lesie puma. Dlatego przepraszam, jeśli kogoś powinnam zbanować, a nie zrobiłam tego. Sądzę, że taki ktoś trafił tu przypadkiem i szybko stąd zniknie.

Zanim wrócę do swojej niszy.

Chcę napisać, że do tego przeczytanego tysiąc trzechsetnego komentarza miałam kilka ciekawych spostrzeżeń…

Ktoś napisał: „liberalizm jest najważniejszy”. Czyli koleś chce pumę, kupił ją, to należy pozwolić mu ją mieć. A jeśli ja obstaję przy tym, żeby pumę mu jednak odebrać, to jestem komunistką, bo chcę narzucać innemu człowiekowi, jak ma żyć. (Dobrze, że nie zostałam lewacką szmatą przy okazji…) Sporo było komentarzy w takim tonie: prawo do posiadania zwierzęcia jest nie tylko świętym prawem własności, ale też wyrazem wolności osobistej każdego człowieka.

No nie. Wolność osobista kończy się tam, gdzie zaczyna się cierpienie i krzywda innej istoty – czy to ludzkiej, czy poza-ludzkiej. W tym konkretnym przypadku, to krzywdę wyrządzono nie tylko tej konkretnej pumie, ale przez kontekst tego, jak wygląda wildlife trade, wyrządza się permanentnie krzywdę innym dzikim gatunkom, czyniąc ze zwierząt towar – produkowany, sprzedawany i kupowany, wreszcie utylizowany, gdy się znudzi, bądź zaczyna sprawiać problemy. (Takie podejście dotyczy również zwierząt towarzyszących.)

Wyrządza się krzywdę przez aprobowanie sytuacji, gdzie zwierzę jest wyznacznikiem statusu majątkowego, symbolem władzy, czy prestiżu.

Wiara w siłę edukacji i racjonalnej dyskusji

poszła mi się paść już zupełnie.

Nie, nie jestem przekonana o tym, że wiem wszystko i w dodatku najlepiej. Ale wiem, kto wie mniej. I nie będę się krygować i ukrywać tego, że coś tam jednak wiem. Chcesz ze mną pogadać? To nie zaczynaj od ‚ale nie odbierajcie mu jej’, albo ‚ona bez kanapy umrze’.

I nie chodzi o to, że szkoły są do bani. Szkoły są jakie są. System edukacji to zawsze system i jako taki zawsze jest ułomny. Ale internet daje nam wszystkim dostęp do tych samych źródeł wiedzy, nikt nie jest uprzywilejowany, ograniczony. A mam wrażenie, że korzystamy z innej sieci – przynajmniej niektórzy z nas.

Na zakończenie chciałam personalnie coś dodać.

Bardzo chciałabym zrozumieć motywację Ewy Sz., która nie odezwała się w dyskusji ani słowem (przynajmniej do tego tysiąc trzechsetnego komentarza), a za to oznaczała emotką ‚hahaha’ wszystkie merytoryczne wypowiedzi, nie tylko moje. Serio? Żadnej refleksji po przeczytaniu tych komentarzy? Nawet zerknięcia do Google, jak wygląda wildlife trade? Hm…

I z drugiego końca – bardzo, ale to bardzo dziękuję Marcie Dwojga Imion, za rzeczowe, merytoryczne komentarze, które z uporem wpisywała wszędzie tam, gdzie trzeba. Dzięki temu, ja nie musiałam się odzywać.

Wracam do swojej niszy.

Koty domowe, jako gatunek udomowiony potrzebują stałej opieki człowieka. Tak, nawet te wtórnie zdziczałe. Wszystkim nowym odbiorcom naszego profilu chcę tylko napisać, że na codzień zajmujemy się dość nudnymi rzeczami: leczenie, kastracje i sterylizacje, organizowanie pomocy dla karmicieli kotów środowiskowych. Wszystko po to, by gatunek udomowiony otrzymał należną mu pomoc i wsparcie od człowieka, oraz nie stanowił zagrożenia dla naszych rodzimych gatunków dzikich.

Jeśli zechcecie wesprzeć nas w tych działaniach, będę bardzo zobowiązana.

**

Pierwszy wpis Agn na temat sprawy pumy Nubii można przeczytać tutaj.

***

Powyższy tekst ukazał się 16-ego lipca 2020 na naszym Facebooku.