loader image

Zastanówcie się, czego bronicie…

Łysy kot bezdomny sfinks.

Podstawą cierpienia zwierząt jest chciejstwo człowieka. Handel dzikimi gatunkami jest trzecią najbardziej intratną gałęzią czarnego rynku – po narkotykach i handlu ludźmi – ale większość widzi bohaterskiego Rambo broniącego swojej własności.

Obudziłam się, jak to mówią, z ciężkim sercem. Z jeszcze większą niż dotychczas niewiarą w jakikolwiek sens edukacji i racjonalnej perswazji. Ale jednocześnie z ogromnym przymusem napisania tego tekstu.

Zawsze, gdy wiem, że sprawa jest dla mnie ważna, gdy dotyczy kwestii, na które reaguję bardzo emocjonalnie, pisze mi się jak po grudzie. (Inaczej jest, gdy mam klasycznego wkurwa. A tu nie mam…)

Z nastaniem ciszy wyborczej mojego fejsbukowego walla zalała

sprawa odbioru pumy

na podstawie wyroku sądu.

Nie będę pisać (i jednocześnie dyskutować) o procedurze samego odbioru, oraz o tym, czy dyrektorka poznańskiego Zoo jest oki, czy nie. Nie będę pisać, ani dyskutować o tym, czy sąd wydał ‚sprawiedliwy’ wyrok – odsyłam do rozważań filozoficznych czym jest sprawiedliwość, a czym jest prawo. Nie będę też pisać o niewątpliwie istniejącej relacji emocjonalnej między zwierzęciem a człowiekiem. Choć nawiążę do tego, żeby spojrzeć na tę więź, ale nie od strony człowieka.

O czym będę pisać?

O własnym żalu i rozczarowaniu. O wpływie massmediów na traktowanie zwierząt.
O tym, jak trudno w naszej kulturze wyzbyć się traktowania zwierzęcia, jako własności, jako towaru, jako przedmiotu obrotu towarowego przynależącego do właściciela. Nawet jeśli walutą przetargową jest również kategoria ‚przywiązania emocjonalnego’.

Zastanówcie się, czego bronicie

Paradoksalne w tej konkretnej sytuacji jest dla mnie to, że z obroną status quo (puma jako ‚pet’ na kanapie) występują nie tylko zwolennicy handlu dzikimi gatunkami, ale ludzie, którzy nie tylko deklarują ‚miłość’ do zwierząt, troskę o ochronę gatunków dzikich; są to często osoby, które podjęły się wypełniania statutowego obowiązku z tym związanego – podjęły się stawania na mocy prawa w obronie szeroko pojętego dobra zwierząt.

Kiedy ktoś kupuje kota/psa z pseudohodowli, co się pojawia jako nadrzędny argument? „Nie kupuj. Nie zapewniaj popytu.” Skąd w ogóle wziął się problem? Nie tylko tej pumy, ale też tygrysów, które utknęły na białoruskiej granicy i tysięcy innych zwierząt z gatunków dzikich, które są codziennie przewożone/przemycane przez granice na całym świecie?

Pisałam już o tym wielokrotnie: podstawą cierpienia zwierząt jest chciejstwo konkretnego człowieka. Handel dzikimi gatunkami jest trzecią najbardziej intratną gałęzią czarnego rynku – po narkotykach i handlu ludźmi. Rozsądnemu człowiekowi już same te statystyki powinny dać do myślenia. Ale nie. Większość widzi bohaterskiego Rambo broniącego swojej własności. A nie, sorki, ‚swojego ukochanego członka rodziny’.

Argument notorycznie pojawiający się w… hmmm… ‚dyskusji’: „a jakby ktoś tobie chciał odebrać twojego psa, albo kota”.

Chwila, chwila… Zacznijmy od tego (bo to też jest notorycznie mieszane i nadużywane) –

czym jest udomowienie, domestykacja?

Gatunek nie staje się udomowiony, bo jakiś jego przedstawiciel mieszka w domu. Proces udomowienia jest szeroko opisany w literaturze przedmiotu. Konsekwencje tego procesu, wpływ na etogram gatunku, na behawior osobniczy, a wreszcie na fizjologię, również jest dobrze udokumentowany i znajduje swoje odzwierciedlenie w genetyce. Trzeba pokoleń rozłożonych w czasie, by gatunek dziki stał się udomowionym i trzeba też manipulacji przy doborze osobniczym. To dlatego koty środowiskowe, nawet jeśli od kilku pokoleń żyją pod płotem, nadal są kotami domowymi. I nawet jeśli w danym momencie egzemplarz tego gatunku wydaje się nam ‚dziki’, to jest to wtórne zdziczenie i może być procesem odwracalnym.

Przedstawiciel gatunku dzikiego może być co najwyżej oswojony. I nawet jeśli gatunek dziki hodowany jest sztucznie od pokoleń, nadal pozostaje gatunkiem dzikim. Przykrym przykładem tego są lwy od pokoleń hodowane do canned hunting [polowań w zamknięciu]. W RPA mają status gatunku ubojowego. Czy przez to stały się gatunkiem udomowionym?

Największą krzywdę, jaką można było zrobić tej pumie to… kupić ją.

Czy większość osób broniących właściciela zdaje sobie sprawę z tego, że aby powstała taka więź, której teraz się broni, to trzeba młode zwierzę odebrać matce, gdy jest ono na etapie tworzenia relacji. Nie, takie kocię nie jest przy matce ‚do mitycznego 12-ego tygodnia życia’. Często jest odbierane, gdy jeszcze nie otworzyło oczu. Sztuczne odkarmianie warunkuje powstanie tej więzi, nad którą wszyscy [prawie] teraz kwoczą i ciumkają.

Ta konkretna puma nie jest osieroconym kociątkiem, któremu jakiś dobry człowiek uratował na starcie życie. Ta konkretna puma urodziła się z celowego rozmnożenia, została zabrana matce (wszyscy mają wywalone na tę relację, która jest bardzo silna, bo warunkowana czystą biologią – hormonami), żeby jakiś człowieka mógł ją sobie mieć, a wcześniej, inny człowiek na tym procederze zarobić.

Zastanówcie się, jaki jest procent przeżywalności takich kociaków.

Pomyślcie o tym, że jako kotowate, są narażone dokładnie na te same choroby wirusowe, co nasze domowe Mruczki. W tym, na panleukopenię. Odbiera się kociaki w wieku, kiedy ich układ odpornościowy nie funkcjonuje. Tylko po to, by jakiś człowiek mógł sobie kupić i mieć pumę… bo chce.

I to jest ten punkt, od którego zaczyna się moja niezgoda.

Wszystko, co potem, nie ma dla mnie znaczenia. Ta konkretna puma ‚trafiła dobrze’. Kto myśli o innych kociętach urodzonych w hodowli, z której została kupiona? Gdzie one trafią? Do klatki przy stacji benzynowej, żeby robić za atrakcję? Do wiejskiego ‚minizoo’? Ile z nich nie przeżyje sztucznego odchowu?

Te same osoby, które teraz krzyczą „murem za Nubią”, równie gwałtownie protestują, gdy ktoś kupi kociaka z pseudohodowli. „Jak mogłeś/mogłaś to zrobić??? Nie wiesz, że napędzasz chory biznes???”

Odnoszę również wrażenie, że są to w sporej części te same osoby, które własne koty wypuszczają samopas w imię durnie pojętej wolności. Ale puma ma siedzieć na kanapie. W imię równie durnie pojętej miłości.

Kolejny argument, z którym się spotkałam: „No dobrze. To było złe, ale teraz jest super i jak można niszczyć taką piękną więź.”

I tu wkraczają massmedia. Kto wyprał mózgi ludziom patrzącym na dzikie zwierzę w telewizji śniadaniowej? Wszystko jedno na jaki gatunek patrzą – lew, niedźwiedź, puma, czy małpa. I to infantylne roztkliwianie się.

Przypominam. To, nad czym się tak roztkliwiacie ma źródło w przemocy – w odbiorze małych, niesamodzielnych osesków, po to tylko, żeby było nad czym się roztkliwiać.

Zastanówcie się, czego bronicie…

Co dalej?

„Bo jeśli ich rozdzielicie, to ona NA PEWNO umrze z tęsknoty.”

Nie wiem, czy będzie żyła. Ale jeśli z jakiegoś powodu umrze, to nie będzie to tęsknota.
Owszem, obserwacje reintrodukowanych przedstawicieli gatunków dzikich ssaków, zwłaszcza tych większych i zwłaszcza tych, które w etogramie mają wpisane życie stadne, potwierdzają pamięć tych zwierząt o opiekunach z wczesnego dzieciństwa. Stąd te wzruszające filmiki [znowu massmedia], jak to lew przyszedł się przywitać ze swoim uprzednim właścicielem. Albo szympans. Albo nawet słoń.

Ale pamięć o opiekunie nie świadczy o jakiejś romantycznej tęsknocie za nim i za życiem na kanapie. Nie wkładajcie własnych, ludzkich emocji w zwierzę. Dajcie mu prawo do bycia zwierzęciem.

Puma, jako gatunek jest samotnikiem. Z opisów, czy to dotyczących dzikich kotowatych utrzymywanych w specjalnie do tego przeznaczonych sanktuariach [gdzie nikt im nie robi fotek, nikt nie rozmnaża na handel], czy też reintrodukowanych do środowiska naturalnego wynika, że potrafią szybko i z dużą łatwością przystosować się do warunków ‚nie-domowych’. Tu zwyczajnie działa fizjologia i genetyka. Brak bliskiego kontaktu z człowiekiem jest dla tych gatunków zdecydowanie normalniejsze, niż bieganie na smyczy i spanie w łóżku.

Zastanówcie się, czego bronicie…

Czy nie przypadkiem własnego marzenia z dzieciństwa o mistycznej więzi z dzikim zwierzęciem? Przemyślcie, co wpłynęło na takie, a nie inne postrzeganie tej wymarzonej relacji?
A potem pomyślcie o tych wszystkich zwierzęcych matkach, którym odbierane są dzieci po to tylko, żeby ktoś mógł ‚nawiązać niesamowitą więź’…

Jak już, qwa, nie umiecie pomyśleć racjonalnie, o dochodach biznesu robionego na takich pumach, to skupcie się chociaż na tych emocjach, które są niszczone zaraz na starcie.
Jeśli walczycie, albo chociaż troszczycie się o prawa dzikich zwierząt, to dajcie im prawo do ich własnych emocji. Ale nie w relacji z człowiekiem – w ich własnej, wewnątrzgatunkowej relacji.

Błagam. Zastanówcie się, czego bronicie.

P.S. Fota Łysej trochę ma związek. Bo Łysa też jest efektem celowego rozmnożenia, bo ktoś ‚chciał mieć’, a ktoś inny chciał zarobić. A Łysa i tak wylądowała na ulicy.

**

Obszerny komentarz Agn do powyższego tekstu można przeczytać tutaj.

***

Tekst ukazał się 12-ego lipca na naszym facebooku